Fotografia
Fotografia i akcesoria fotograficzne na allegro
Fotografia i akcesoria fotograficzne na allegro
wrz 2nd
Rano Magda budzi się jako pierwsza, wymyka się z ramion Piotra i wstaje z łóżka idzie do łazienki i bierze letni prysznic, potem wychodzi z pod prysznica wyciera się i wychodzi z łazienki bierze z podłogi koszule Piotra i wkłada ją na siebie, czuje zapach jego perfum, zapina koszulę i idzie do kuchni, po czym szykuje śniadanie dla siebie i Piotra ustawia wszystko na tacy i zabiera śniadanie do sypialni, Magda wślizguje się powrotem pod pościel i Piotr się w nią wtula, po czym cicho szepta
P: Kochanie gdzie mi uciekłaś
M: zrobiłam dla Nas śniadanie Więcej >
wrz 2nd
Mania prześladowcza święci triumfy! Polacy stali się specjalistami od tworzenia teorii spiskowych. Każdy jest obserwowany i każdy obserwuje. Kolejne doniesienia o zdemaskowaniu agenta stają się wiadomością numer jeden we wszystkich serwisach informacyjnych. Trwa szaleństwo lustracyjne. Ludzie popadają w paranoje, zastanawiają się czy przypadkiem nie mieli kontaktu z agentem tudzież sami nie byli agentami, czy sąsiad mógł być agentem czy może ojciec nim był? Tak, z pewnością słowo agent zyskało na popularności. Zastanówmy się jednak nad innymi znacznie poważniejszymi konsekwencjami często dzikiej lustracji w Polsce.
Ja z racji wieku nie muszę zaprzątać sobie głowy tym problemem, chyba że moja mama będąc ze mną w ciąży miała kontakt ze służbami bezpieczeństwa w związku z czym tuż po porodzie ktoś założył moją teczkę i w przyszłości będę musiała się z tego wytłumaczyć . Jednak jak na razie mogę spać spokojnie. Ale nie wszyscy cieszą się taką komfortową sytuacją. Kariera, a właściwie można powiedzieć całe życie wielu ludzi wisi na włosku. Jest to sytuacja niezwykle niebezpieczna tym bardziej, że lustracja w Polsce przybiera często niezinstytucjonalizowaną formę. Jednym słowem mamy do czynienia z tzw. dziką lustracją.
Dla przypomnienia: lustracja z (łac. lustratio, przegląd, wgląd) – jest to procedura przeglądu i weryfikacji przeprowadzana najczęściej w urzędach, stowarzyszeniach, partiach politycznych czy u prywatnych przedsiębiorców. Najczęściej jest formą kontroli przez organ nadzorujący. Podstawą lustracji jest ustawa lub wydany na jej podstawie akt prawny. Ponadto każda osoba która nie przeszła pozytywnie weryfikacji ma prawo do obrony przed sądem i to dopiero po prawomocnym wyroku sądu można jednoznacznie stwierdzić czy dany obywatel był agentem czy tez nie. Więcej >
sie 5th
Nokia N900Pamięć wewnętrzna 32GB , Aparat 5,0 Carl Zessin , Video 3,2 Carl Zessin , Bluetooth 2.0EDR , Dwie Karty (prawdopodobnie) , System pracy w samolocie , Obsługiwane Formaty : MIDI , ARM , MP3 , MP4 , WMA , WAV , Nokia Symbian , Google , RDS , GPS.Cena : ok. 2000 złotych.Polecam !
maj 9th
Mam! 77 kilogramów! wydawało mi się, że to nawet całkiem niezły wynik, oczywiście – ciesze się, ale…no własnie…mama zrobiła zdjęcia w ostatnią niedzielę, gdy byłysmy na długim spacerze i niestety – aparat nie kłamie – okrągła buzia z “pućkami”, jakas szeroka jestem. Zdecydowanie nie podoba mi się taki obraz.
Z ważnych spraw:
1. studenci są fantastyczni i bardzo mi miło prowadzić zajęcia w oddziale. Mamy przydzielone konkretne sale i konkretnych pacjentów, wykonujemy przy nich badania, zlecenia lekarskie, toaletę, podajemy leki…gdy jedna ze studentek przygotowywala udogodnienia dla pacjentki, przypomniałam sobie własne studia, pierwszy i drugi rok, kiedy z wielkim zaangażowaniem wykonywałam najdrobniejsze nawet czynności przy pacjentach, kiedy schylalam się nad ich łóżkami i gdy karmiłam ich cierpliwie. Wyobrażalam sobie, że pielęgniarstwo jest właśnie takie – pełne dobroci, cierpliwe, życzliwe, że wszystko się robi z uśmiechem, że kompleksowa opieka, że idealy… naprawdę jest inaczej – brak personelu, pośpiech, zniecierpliwienie, brak sprzętu…zupełnie jak kiedyś, Wanda Patura ładnie to opisała “tu wszystkim się śpieszyło – lekarzom, pielęgniarkom, laborantkom, technikom i salowym, tylko chorzy mieli czas…”. I to jest prawda, bo tylko oni nie mają obowiązków w szpitalu, nie muszą na konkretną godzinę stawać na baczność czy biec na obchód. I te wpajane nam ideały, Florence Nightingale, Dorothea Orem i inne, te świetliste korytarze oddziałów, ciepłe uśmiechy pacjentów, gdy wchodziliśmy do ich sal do porannej toalety wydaje mi się, że tak tylko w książkach teraz jest. Żadna z koleżanek w pracy nie pamięta już, że na prześcieradle należy zrobić “rogi”, aby nie zsuwało się z materaca, a pacjenta wypada uprzedzić w atmosferze intymności o niektórych zabiegach. Patrzę na koleżanki, które popełniają błędy stosując procedury i zupełnie tego nie widzą, skazują pacjentów na jatrogenne zakażenia i dluższe leczenie… I własnie dziś, gdy tak patrzyłam na te studentki, zapytałam samą siebie: czy i ja kiedyś zapomnę? a one – czy kiedyś, gdy już będą miały dłuższy staż w zawodzie – przypomną sobie i tych ideałach? Więcej >
lut 22nd
Witam serdecznie, Po moim dziadku (żołnierzu 2 Korpusu) pozostał album z nielicznymi fotografiami. Podpis pod jednym zdjęciem w albumie: Iran – po opuszczeniu Rosji, 1942. Na zdjęciu dwaj koledzy wraz z dziadkiem siedzą odziani jedynie w białe gatki w wodzie na brzegu morza. W odległym tle widoczni dwaj idący w ich kierunku mężczyźni. Poczerniałe twarze o wyostrzonych rysach mówią o tym, przez co przeszli. Wychudli, ale chyba szczęśliwi uśmiechają się w kierunku robiącego zdjęcie. Na rewersie odręczne pismo dziadka: „Palczewski Paweł m-ko Przebrodzie pow Brasław mój kol. Po opuszczeniu niewoli w Rosji szkielety”Nazwisko Palczewski Paweł, szeregowiec, figuruje w indeksie represjonowanych tom XII Jeńcy obozu lwowskiego. Urodzony 1918, ojciec Antoni. Szeregowiec Palczewski został aresztowany 22.09.39 we Lwowie potem był jeńcem obozu Szepietówka (obóz rozdzielczy), następnie od 9.10.39 prawdopodobnie tego samego obozu Równe – Lwów co dziadek (piszę prawdopodobnie ponieważ nazwa jest dość nieprecyzyjna była to bowiem sieć kilku – kilkunastu obozów). Został ewakuowany przez Rosjan, był w Starobielsku. Dnia 2.09.41 wstępuje do AP w Tocku (tj. tego samego dnia co mój dziadek wg. informacji Ośrodka KARTA). Może umiałby mi ktoś pomóc w dotarciu do wiadomości o tym człowieku lub jego rodzinie? –Jurek Szcześniak jureksz@orange.pl
lut 15th
I jeszcze kilka prawnych absurdów wyszperanych w sieci:USA:Alabama – Zabroniona jest gra w domino w niedzielę. – Nie wolno nosić sztucznych wąsów, które mogłyby wzbudzić chichy w kościelne. – Sypanie soli na drogi zagrożone jest do kary śmierci włącznie. Alaska – W Fairbanks nie wolno częstować myszy wódką. – W całym stanie wolno zabijać niedźwiedzie, ale nie wolno ich budzić ze snu zimowego w celu zrobienia fotografii. Arizona – W Tuscon nie wolno babom nosić spodni. – W Globe karalne jest granie w karty na ulicy, jeżeli partnerem byłby Indianin. – W Nogalcs zabronione jest noszenie szelek. Arkansas – Obywatel może bić żonę, ale tylko raz w miesiącu. – Podrywanie kobiety na ulicy w Little Rock grozi miesiącem więzienia. Kalifornia – Można legalnie bić żonę, ale tylko paskiem skórzanym, który nieprzekracza szerokości dwóch palców. Na większy rzemień musi notarialniezgodzić się połowica. – Z okna samochodu wolno strzelać tylko do wielorybów. – Bez uprawnień myśliwskich zabronione jest zastawianie pułapek na myszy. – W San Francisco karalne jest mycie samochodów za pomocą zużytej bielizny. Kolorado – W Durango karalne jest wychodzenie na ulicę w stroju, który budziłby wątpliwości co do płci w strój przywdzianego. – W Logan Country grozi więzieniem pocałowanie śpiącej kobiety. Connecticut – W Hariford nie wolno tresować psów. – Tamże surowo zabronione jest całowanie żony w niedzielę. – Szybkość wozów strażackich ograniczona jest do 40 km na godzinę, nawet kiedy jadą do pożaru. Delaware – Nie wolno nosić obcisłych spodni. Floryda – Mężczyznom zabrania się noszenia spódnic bez szelek. – Kobiety niezamężne pójdą do więzienia, jeśli będą skakać na spadochronie w niedzielę. – W Saratosa zakazane jest śpiewanie w slipkach. Illinois – Kategorycznie zabronione jest wchodzenie do opery z pluszowym misiem. – Karalne jest mówienie po angielsku, ponieważ językiem oficjalnym jest amerykański. – W Cuernee kobieta ważąca ponad 100 kg nie ma prawa jeździć konno w podkoszulku. Indiana – Małpom nie wolno palić papierosów. – W Gary obowiązuje zakaz chodzenia do teatru przed godziną szesnastą po zjedzeniu czosnku. – W Fort Madison strażacy obowiązani są do piętnastominutowej rozgrzewki przed gaszeniem ognia. Kansas – W niedzielę nie wolno sprzedawać ciasta i czereśni. – W Wichita pobicie teściowej nie może być motywem rozwodu. – W Natoma nie wolno rzucać nożem w osoby ubrane w T-shirty w paski. Kentucky – Więzieniem grozi poślubienie czwarty raz tej samej osoby. – Nie wolno kobiecie pojawić się na autostradzie w stroju kąpielowym,chyba że waży mniej niż 45 kg lub więcej niż 100 kg i znajduje się podopieką dwóch policjantów. Luizjana – Nie jest przestępstwem ugryzienie kogoś, chyba że zrobiło się to sztuczną szczęką. – Strażnicy jadący do pożaru muszą się zatrzymywać przed wszystkimi czerwonymi światłami. Maine – Nie wolno łaskotać kobiet piórami. – Można się zakładać najwyżej o 3 dolary. – W Waterwille zakazane jest publiczne wycieranie nosa. Maryland – W Haletrophe podlega sankcji prawnej całowanie się dłużej niż przez sekudnę. – Nie wolno prześladować ostryg. Michigan – W Clawson wolno obojgu płciom uprawiać miłość z wieprzami, krowami, koniami, baranami i kurami. – W Detroit karetki pogotowia mają szybkość ograniczoną do 30 km na godzinę bez względu na okoliczności atmosferyczne. Minnesota – 30 dni więzienia dla kobiety, która przebierze się za świętego Mikołaja. Missouri – W Saint Louis strażak, który uratowałby kobietę w koszuli nocnej,popełnia przestępstwo. Musi zaczekać w płomieniach, aż denatka w pełnisię odzieje. – W Kansas City nie wolno sprzedawać dzieciom fałszywych rewolwerów (na przykład na wodę), a tylko prawdziwe…
lis 9th
Początek roku to często okres, który wiąże się ze zmianą wysokości opłaty za wieczyste użytkowanie gruntu. Najczęściej jest to wzrost opłaty wobec czego siłą rzeczy pojawiają się negatywne reakcje płacących. Tym bardziej negatywne im wyższe opłaty. Dopóki wysokość opłat za wieczyste użytkowanie gruntu była znikoma zainteresowanie zasadami powstawania opłat było nieznaczne. Zainteresowanie wzmogło się wyraźnie dopiero teraz gdy opłaty idą nieubłaganie w górę wraz ze wzrostem cen nieruchomości. Warto przyjrzeć się bliżej mechanizmom naliczania daniny publicznej, którą jest opłata za wieczyste użytkowanie gruntu. Jest to konstrukcja wyjątkowo kiepska i skazana na to by być źródłem napięć społecznych i konfliktów. Mało która danina publiczna posiada bowiem tak niejednoznaczne i uznaniowe zasady naliczania.
Idea opłaty za wieczyste użytkowanie gruntu. Więcej >
paź 3rd
Ostatnio zakupiłam trzy fajne pierścienie. Nieee, nie chodzi o biżuterię, ale o pierścienie makro
Rozpoczęłam przygodę z makrofotografią! Na razie uczę się, przyzwyczajam do patrzenia z punktu widzenia całkiem odmiennego od tradycyjnego.Zaczęłam od kwiatów, które – wraz z robaczkami – są najpopularniejszymi obiektami do fotografowania w tejże dziedzinie fotografii. Jeden z tych kwiatów symbolicznie chciałabym złożyć na grobach osób, które 10 kwietnia 2010 r. zginęły w katastrofie lotniczej nieopodal Katynia. Chciałabym w ten sposób oddać hołd zwłaszcza trzem osobom spośród tragicznie zmarłych, które darzę szczególnym szacunkiem: Pani Anna Walentynowicz Pani Maria KaczyńskaPani Izabela Jaruga-Nowackahttp://www.youtube.com/watch?v=02D_vF-wkgI&feature=related A propos biżuterii i makro… jedne z moich bransoletek
I strzałka wskazująca drogę do domu
sie 22nd
Taka podroz w glab wlasnego serca. Oto, co znalazlam w moim:
Połowa naszych pomyłek polega na tym, że kierujemy się uczuciem, gdy powinniśmy myśleć. Druga połowa, że rozumujemy, kiedy winniśmy zawierzyć uczuciu. Więcej >
cze 5th
Polskie wojsko na tropie UFORozmowa z płk Ryszardem Grundmanem*; byłym szefem Służby Ruchu Lotniczego Wojsk Lotniczych i Obrony Powietrznej KrajuSiłylotnicze PRL gromadziły i analizowały meldunki pilotów na temat spotkańz niezidentyfikowanymi obiektami latającymi. W teczce “sprawyniewyjaśnione” zebrało się kilkadziesiąt raportów. W latach 90.bezcenne dane zniknęły ze sztabu.Wie pan, że większość osób słysząc o latających spodkach uśmiecha się z politowaniem?Wiem.Jednak pilotom wojskowym, którzy widzieli na własne oczyniezidentyfikowane obiekty latające, daleko jest do śmiechu. Nietwierdzą, że spotkali UFO, ale uważają, że zdarzyło im się coś, czegonie da się racjonalnie wytłumaczyć. Proszę sobie wyobrazić, że podczaslotu ćwiczebnego nagle podlatuje do pana maszyny pulsujący zmiennymświatłem “spodek” i zaczyna wykonywać manewry zaprzeczające prawomfizyki. Jakby pan wtedy się zachował?Nie wiem. Takie przypadki faktycznie się zdarzały?Wlatach 80-tych, gdy byłem szefem Służby Ruchu Lotniczego WojskLotniczych i Obrony Powietrznej Kraju, meldunki o obiektach, którychzachowania nie umiano wytłumaczyć, dostawałem stosunkowo często. Dokońca mojej służby, czyli do 1992 r., uzbierało się ich co najmniejkilkadziesiąt. Wszystkie lądowały w specjalnej teczce “sprawniewyjaśnionych”. Razem z płk Jerzym Topolnickim, moim ówczesnymbezpośrednim przełożonym, staraliśmy się je analizować, ale niewielemożna zrobić mając do dyspozycji jedynie suchy meldunek pilota.Uznaliśmy jednak, że jeżeli my czegoś nie rozumiemy, to nie jestpowiedziane, że za 50 lat nadal nikt nie będzie w stanie wyjaśnić tychzjawisk. Nie mogłem zamykać oczu na zdarzenia, które mogły zagrozićbezpieczeństwu lotów. To była moja rola służbowa.W polskim wojsku nikt wcześniej ani nikt później nie zbierał raportów o UFO?Byłempierwszym wojskowym, który zainteresował się poważniej tą tematyką.Jeżeli ma się w ręku meldunek doświadczonego pilota wojskowego,oficera, którego trudno podejrzewać o brak kompetencji w ocenie zjawiskatmosferycznych i wyglądu ziemskich pojazdów latających, to nie należywyrzucać go do kosza. Wojskowe instrukcje nie obejmowały oczywiścieUFO, bo wprowadzenie takiego terminu do oficjalnego dokumentu byłobyrównoznaczne z tym, że istnienie obiektów latających pochodzeniapozaziemskiego jest uznane nie tylko przez Wojsko Polskie, ale teżprzez siły zbrojne całego Układu Warszawskiego. Przepisy instrukcjiwojskowych były bowiem znormalizowane w całym Układzie. Nikt niezabraniał jednak gromadzenia danych na temat dziwnych zjawiskprzestrzeni powietrznej. Robiłem to i miałem nadzieję, że moja pracabędzie kontynuowana.A była kontynuowana?Niestetynie. Nikt w polskim wojsku nie zajmuje się dziś niezidentyfikowanymiobiektami latającymi. Ufolodzy czasami mówią, że nasza armia ukrywainformacje o UFO. Nie ukrywa, bo ich nie ma. Po moim odejściu ze sztabuzaprzestano systematycznego zbierania raportów na ten temat. Szkoda.Armie państw zachodnich badają niezwykłe zjawiska, robią to takżeRosjanie.A co stało się z zebranymi przez pana raportami?Po moim odejściu ze sztabu teczka z meldunkami zniknęła.Zniknęła?Zniknęła. Nie ma jej.A co się z nią stało?Niewiem. Może ktoś zabrał sobie meldunki na pamiątkę. Nie potraktowano tejsprawy poważnie. Żałuję, bo gdyby nadal zbierano tego typu sygnały, tomielibyśmy do dyspozycji dane obejmujące okres ponad 20 lat. Można bysię pokusić o ich analizę i próbować wyłapać prawidłowości dotyczącepojawiania się i zachowania niezidentyfikowanych obiektów latających. Atak, skoro nie ma materiału, to nie ma czego analizować.Kiedy po raz pierwszy dostał pan meldunek o spotkaniu samolotu wojskowego z niezidentyfikowanym obiektem latającym?Niepamiętam dokładnej daty, ale najwięcej sygnałów dotyczyło wydarzeń z 11grudnia 1982 r. W nocy stacje radiolokacyjne w różnych częściach Polskizaczęły meldować o wykryciu poruszających się z ogromną prędkościąobiektów. W sumie nad naszym terytorium zaobserwowano ich aż 16.Samoloty myśliwskie dostały rozkaz startu i zestrzelenia przeciwnika,ale żadnej z maszyn nie udało się zlokalizować celów. Dziwne obiektypojawiły się wtedy także nad NRD, Czechosłowacją i wschodnią częściąZSRR. Obawiano się nawet, że rozpoczął się atak NATO. W tym przypadkunie mamy do czynienia z obserwacją jednego pilota, tylko zdarzeniem,które uruchomiło całą machinę wojskową i zaangażowało setki osób.Wszyscy nie mogli ulec złudzeniu. A tym bardziej złudzeniu nie mógłulec radar.Stacje radiolokacyjne często wykrywały tego typu obiekty?Nie.Najczęściej nie wykrywały niczego. Radary tylko kilka razy dały pełnyobraz sytuacji. Dysponuję relacją z 1955 r. Podczas ćwiczeń UkładuWarszawskiego stacja radiolokacyjna w rejonie Warszawy namierzyła dwacele nad Zatoką Gdańską. Poruszały się z prędkością 2300 km/h nawysokości 20 tys. metrów. W tych czasach nie istniał żaden samolot otakich osiągach. Co jeszcze dziwniejsze, w pewnym momencie oba obiektyzrobiły zwrot o 90 stopni. Dosłownie w miejscu, bez żadnego promieniaskrętu. Takiego manewru na tak dużej prędkości nie da się wykonać. Niesą w stanie zrobić tego nawet współczesne, najnowocześniejsze samoloty.A co dopiero 50 lat temu.I co się stało z tymi obiektami?Poleciałyna Litwę, potem przemieściły się w okolice Lwowa i wtedy zniknęły zekranów stacji. Wtedy nikt nie wysłał myśliwców w celu podjęcia próbyprzechwycenia obiektu. Ale np. jesienią 1983 r. obiekt w kształcie”cygara” był ścigany najpierw przez dwa śmigłowce, a potem przezmyśliwiec Su-20.Co wtedy się stało?W jednostce wŁęczycy namierzono lecący z dużą prędkością na małej wysokości obiekt okształcie przypominającym cygaro. W pościg za nim wysłano dwa śmigłowcei zaalarmowano lotnisko wojskowe w Powidzu. Śmigłowce nie były jednak wstanie dojść do obiektu na odległość mniejszą niż 30 km. W Powidzu, gdyto “coś” nadleciało nad jednostkę wyłączyły się urządzenia elektryczne,padła łączność. Przelatujące nad pasem startowym świecące “cygaro”widziało w Powidzu kilkunastu żołnierzy. Obiekt skierował się w stronęPoznania. Z bazy w Krzesinach wysłano myśliwiec. Pilot nie mógł jednaknamierzyć celu, który gdzieś się “zgubił”.Incydent badaławojskowa komisja, która przesłuchała wszystkich świadków. Raport niezawierał żadnych końcowych wniosków. Stwierdzono, że należy materiałpoddać dalszej analizie i wykazać szczególną uwagę przy podobnych tegotypu zdarzeniach. Zachowywałem więc czujność, tym bardziej, że odziwnych obiektach meldowali nie tylko piloci.To znaczy?Czasemwysyłano patrole po otrzymaniu sygnałów, że “coś” dziwnego wylądowało wlesie lub na łące. Pamiętam meldunek oficera dyżurnego WSW doCentralnego Stanowiska Dowodzenia. To też był 1983 r. Oficerpoinformował, że do patrolu WSW w Kobyłce pod Warszawą zgłosili sięcywile. Prosili, żeby sprawdzić las, bo tam dzieje się coś dziwnego,widać jakieś światło.Może ktoś sobie po prostu “jaja” robił z WSW?Niewiem, jakie były intencje cywilów, ale w raporcie napisano, że patrolpo przejściu kilkuset metrów w las, dostrzegł silne światło. Żołnierzemieli wrażenie, że to blask pożaru. Podeszli bliżej do polany izobaczyli wiszący 10 metrów nad polaną obiekt o kształcie “cygara”.Miał ok. 50 metrów długości, silnie świecił na czerwono. Żołnierze byliw szoku. Nie strzelali, nic nie mówili, byli w stanie tylko patrzeć. Pochwili obiekt zmienił światło na seledynowe, zielone, niebieskie i wkońcu na silnie pulsujące czerwone. Wtedy w zupełnej ciszy “cygaro”wyleciało z ogromną prędkością w górę. Patrol poszedł na polanę, alenie znalazł żadnych śladów.Co typowe, meldunek został przyjęty bez odnotowania w raporcie. Potraktowano go jako ciekawostkę.Takie meldunki często traktowano w wojsku jako ciekawostkę?Często.Sam nie do końca wiedziałem, jak się do nich odnosić. Chciałem poradzićsię przełożonego. Poszedłem więc do płk Topolnickiego. Mówię mu, że odczasu do czasu pojawiają się nad Polską tajemnicze obiekty i pytam, coon o tym myśli. On wtedy z tajemniczą miną mówi do mnie: poczekaj, cości pokażę. Wyjął z sejfu raport dwóch pilotów z Wybrzeża, którzypodczas dyżuru bojowego spotkali się nad Bałtykiem zniezidentyfikowanym obiektem. Zostali naprowadzeni na niego przezobsługę naziemną, która widziała go na radarach. Zbliżyli się do niegona odległość niespełna 200 metrów. Obiekt miał kształt podłużnego walcao długości blisko sześciu metrów. Był czarny, nie miał żadnych znakówrozpoznawczych, usterzeń, silników czy otworów, nie ciągnął też za sobążadnej smugi. Gdy pilot włączył w “Iskrze” pełne uzbrojenie i poprosiło zgodę na użycie broni, obiekt zaczął gwałtownie manewrować. Załogastraciła go z oczu. Zniknął także z radarów. To było bardzo dziwne.Pamiętam jeszcze nazwiska pilotów: kpt. Zbigniew Praszczałek i ppor.Marek Jacewicz. Trudno w tym przypadku mówić o złudzeniu.W środowisku pilotów wojskowych chętnie mówiono o spotkaniach z tajemniczymi obiektami latającymi?Wręczprzeciwnie. Opowiadając o spotkaniu z “latającym spodkiem” bardzo łatwomożna było narazić się na kpiny kolegów i utratę prestiżu. W bardzowielu przypadkach piloci nie przyznawali się, że natknęli się wpowietrzu na coś zupełnie nieznanego. Woleli o tym zapomnieć. Nawetjeśli obiekt widziało kilku pilotów, to po wylądowaniu żaden nie kwapiłsię do rozmowy o nim.Sytuacje, gdy z “latającym spodkiem” spotkało się kilka samolotów też się zdarzały?Tak.Raz, w 1980 r., na niezidentyfikowany obiekt natknęło się aż siedemsamolotów. Migi-21 z bazy w Mierzęcicach ćwiczyły przechwycenia. Wpewnym momencie lecący jeden za drugim piloci zauważyli, że podlatujedo nich pulsujący zmiennym światłem obiekt w kształcie “spodka” zbłękitno-szarą kopułą. Był wielkości trzech samolotów. Podlatywałkolejno do każdego samolotu, wykonując przy tym manewry zaprzeczająceprawom fizyki. Gwałtownie zmieniał kierunki lotu w pionie i poziomie.Piloci byli przestraszeni, bo takich manewrów nie jest w staniewykonywać żaden obiekt posiadający jakąś masę. Skrócili lot, chcielijak najszybciej wylądować. Jeden z nich, w momencie gdy obiekt znalazłsię przed jego samolotem, wykonał kilka zdjęć z fotokarabinu.Co było na tych zdjęciach?Nafotografii wykonanej z odległości 800 metrów widać jedynie czarno-białypunkt. Jednak zachowanie pilotów podczas lądowania świadczy, żespotkanie z tym obiektem musiało zrobić na nich bardzo duże wrażenie.Aż sześciu z nich zerwało opony podczas lądowania. Wszyscy byli bardzodoświadczeni, a mimo to hamowali za ostro. Po lądowaniu, gdy zebralisię obok startowego stanowiska dowodzenia, nic nie mówili o spotkaniu ztajemniczym “spodkiem”. Dopiero gdy pierwszy wspomniał, że widział cośdziwnego w powietrzu, kolejni zaczęli przyznawać, że im równieżtowarzyszyło przez pewien czas coś, czego nigdy wcześniej nie widzieli.Okazałosię, że stacje radiolokacyjne również widziały obiekt, ale żołnierzeuznali, że skoro punkt pojawił się tak nagle i równie niespodziewaniezniknął, to pewnie popełnili błąd albo szwankuje sprzęt.Meldunkidotyczące UFO wyglądały najczęściej właśnie tak? Piloci widzą dziwnyobiekt, ale nie ma żadnych materialnych dowodów na to, że faktycznie gowidzieli?Jeżeli nie było zapisu ze stacji radiolokacyjnej,to opieraliśmy się tylko na słowach pilotów. Oczywiście, że w powietrzułatwo można ulec złudzeniu i pewnie część “spotkań” da się racjonalniewytłumaczyć, ale z pewnością nie wszystkie. Piloci są przygotowani nabardzo różne sytuacje, ale wszyscy, którzy zetknęli się zniezidentyfikowanym obiektem latającym powtarzają, że było to cośniesamowitego, nieziemskiego. Coś, czego nie są w stanie wyjaśnić nagruncie dostępnej im wiedzy. I jeszcze jedno: piloci przyznawali, choćniechętnie, że podczas spotkania z niezidentyfikowanym obiektemlatającym paraliżował ich strach. Działały oczywiście odruchy:wykonywali manewry, meldowali, wykonywali procedury związane z użyciembroni. Przede wszystkim jednak bali się. I nie był to strach o własneżycie czy obawa, że zaraz będą musieli zestrzelić obiekt. Bali się, bozetknięcie z nieznanym, z tajemnicą, zawsze wywołuje strach.Myśli pan, że piloci dzisiaj piloci wojskowi również spotykają niezidentyfikowane obiekty latające?Pewnietak. Tyle że dzisiaj nasze samoloty wojskowe wykonują o wiele mniejlotów niż w latach 70. i 80. “Zimna wojna” się skończyła, wojskalotnicze mają trochę inne zadania i możliwości. Lektura współczesnychmeldunków dotyczących niezidentyfikowanych obiektów latających byłabyjednak na pewno bardzo ciekawa.A pan na swój własny użytek tłumaczył sobie jakoś istotę tych fenomenów?Zawszepatrzyłem krytycznie na każdy meldunek. Być może dlatego, że przez 42lata służby wojskowej nigdy nie widziałem niezidentyfikowanych obiektówlatających. Starałem się podchodzić do sprawy racjonalnie. Jednak byłyprzypadki, przy których mój zdrowy rozsądek kapitulował. Pilot wie,czego spodziewać się w powietrzu. I jeśli melduje precyzyjnie, żeobiekt wykonywał manewry, którego nie jest w stanie wykonać żadnamaszyna zbudowana na ziemi, to nie mam powodu, żeby mu nie wierzyć. Atym bardziej nie mam powodu, by nie wierzyć kilku pilotom. W powietrzunie zdarzają się zbiorowe halucynacje.Mam rozumieć, że podczas swojej służby w wojskach lotniczych uwierzył pan w UFO?Nie.Jeżeli jednak czegoś nie rozumiemy, to nie można powiedzieć, że tegonie ma. Wolę powiedzieć: nie wiem. Po prostu nie wiem. Gdyby wojsko iinstytucje cywilne podeszły do tematu poważnie, a nie odkładały goautomatycznie na półkę z “ciekawostkami”, to może wiedzielibyśmywięcej. Póki co pozostaje nam pogodzić się ze swoją niewiedzą.*Płkdypl. pil. Ryszard Grundman – pilot myśliwski, jeden z pierwszychpolskich pilotów samolotów odrzutowych. Był dowódcą I Pułku LotnictwaMyśliwskiego “Warszawa” i szefem Służby Ruchu Lotniczego WojskLotniczych i Obrony Powietrznej Kraju. Obecnie w stanie spoczynku.źródło